TO CIĄG DALSZY PIERWSZEGO BLOGA - MOJEJ DROGI DO MACIERZYŃSTWA

(O ZAGROŻONEJ CIĄŻY, PORONIENIACH, STRACIE DZIECKA, WCZEŚNIACTWIE, CIERPIENIU I NADZIEI)

CO DALEJ?? CZY MOGĘ LICZYĆ NA JESZCZE JEDEN CUD??

wtorek, 24 lutego 2015

wdzięczność i pare dygresji

Przepraszam, że nie pisałam - możecie czuć się zaniedbani - ale byliśmy na bezinternetowych feriach i właśnie wczoraj, wracając ciemną nocą (nasz najlepszy sposób na Majkę w samochodzie i długie dystanse), myślałam o tym co Wam napisać zanim przejdę do opowiadania o tym, co było dalej w zmaganiach ciążowych. Księżyc - rogalik jakby kołysał się do snu na niebie tak spokojnym w porównaniu do pędzącego poniżej krajobrazu.. i jeszcze to wyławianie kształtów rzeczy z ciemności - wszystko to przypomniało mi moje podróże, jak wpatrzona w okno autokaru próbowałam dopatrzyć się gór.. wiedziałam, że one tam są i szukałam choćby cienkiego ich zarysu na nocnym niebie. Macie tak czasem? Że jakaś błaha sytuacja przynosi obrazy i odczucia jakiegoś momentu z przeszłości? Ja wczoraj mocno to odczułam i przypomniały mi się korzenie mojej miłości do gór.. Ale to taka dygresja, nie o tym dziś.
 System nasz polega na tym, że jak jeździmy razem to Karolka zajmuje miejsce z przodu obok kierowcy a ja z Mają jedziemy z tyłu. W razie awarii zabawiam Maję lub karmie o ile się przystawi. Jadę w półśnie, padam ze zmęczenia i niewyspania. Na feriach byliśmy całymi rodzinami, więc jak tylko dzieci usypiały my-dorośli spędzaliśmy czas na grach planszowych i plotkach - czemu tak szybko płynie ten wieczorny czas? Jakoś nie potrafię sobie odmówić spędzania go z bliskimi mimo, że wiem, że Majka mnie jeszcze obudzi parę razy w nocy, a potem nie mogę wstać, chodzę po ścianach i brakuje mi cierpliwości.
Dziewczynki zasnęły od razu, za drugim zakrętem. Przede mną śpiąca Karolka, widzę jej małą kochaną główkę, która już tak wiele wie, tyle rozumie.. Ferie z kuzynostwem to była dla niej swoista adaptacja do przedszkola.. Po dwóch dniach moja mała księżniczka zamieniła się w wojownika. Jak wygoniłam ich raz zza komody to ona mi na to:mamusiu, a znajdziesz nam inną kryjówkę na wroga? Padłam:) Oczywiście nie brakowało tez zabaw w dom. Maciek do Karolki: to ja idę do pracy a ty mi gotuj obiad! A ona na to, całkiem niepoprawnie, niefeministycznie: A co byś chciał? :) Tak.. moja Karola po feriach, czyli za tydzień idzie do przedszkola. Pyta mnie często czy zostanę tam z nią, a ja odpowiadam coś wymijająco, że ją odprowadzę itd. I zastanawiam się, czy powinnam powiedzieć jej prawdę? Że tam się zostaje bez mamusi? Czy ją przygotować na to? Tylko że ona mi powie, że nigdzie nie idzie jak jej powiem, że z nią tam nie zostanę. A jak jej nie powiem to może to jakoś się samo wydarzy pomału, delikatnie? Albo szybko, brutalnie?? Jak to zrobić najlepiej? Oczywiście chcę z nią tam chwilę zostać, nie wiem jak długo. Nie mam za wiele czasu, bo Maja. No dobra, powiem szczerze.. dygam jak nie wiem! I tylko staram się to dobrze zakamuflować, żeby Karolka tego nie odczuła i żeby siebie oszukać. Ale to też dygresja, nie o tym miało być.
Mój mąż, kierowca, równie zmęczony. Widzę w mym półśnie jak popija wodę i uchyla szybę, mówi, że jest ok. Myślę sobie, że chyba nie dałabym rady go zmienić, tak mi dobrze takiej skulonej, przysypiającej sobie z tyłu. W pewnym momencie otwieram oczy i akurat wtedy ktoś nam wyjeżdża przy wyprzedzaniu, ostro hamujemy.. Ja oczywiście krzyczę szeptem, odruchowo, a to przecież wina tego przed nami, bo my zaczęliśmy wyprzedzać pierwsi. Wiecie, w takich sytuacjach mam niesamowity talent do projektowania dalszego ciągu tej sceny, gdybyśmy nie zdążyli wyhamować.. a gdybym nie złapała zakrętu, a gdybym wjechała w ten słupek.. normalnie widzę ze szczegółami ten dramat, który się dalej rozgrywa, słyszę płacz moich dzieci, o ile go słychać.. albo widzę.. lepiej chyba nie pisać. Dreszcz mnie przechodzi. Dzieje się tak gdy pozwalam lękowi sobą zawładnąć. Nie wiem czy to tak mam, bo taka jestem, czy tak mam po tym co przeszłam, ale nie łatwo jest odganiać ten lęk od siebie.. właściwie to jest to moja powszednia walka.
Ale to taka dygresja, bo nie o tym miało być.    
Po tej sytuacji zdaję sobie sprawę z tego, że przecież mój maż jest świetnym kierowcą, choćby teraz to udowodnił, bo tak dobrze zareagował. Wiem, że mogę nawet zasnąć, a on dowiezie nas do domu bezpiecznie, mogę mu ufać. I pomyślałam sobie jak to dobrze jest mieć takiego kierowcę.. takiego męża, który bierze na siebie co niebezpieczne, który swój największy skarb właśnie ochrania. Czy ja mu kiedyś za to podziękowałam? Nawet mi to na myśl nie przyszło, to takie normalne, że on zawozi nas i przywozi. Dziś mu podziękuję -pomyślałam. I tak zrobiłam:)

7 komentarzy:

  1. Takie najczarniejsze wyobrażenia też często mam, co do przedszkola - przeżywałam to samo córa pytała czy zostanę, czy się z nią pobawię, na początku też wymijałam temat, ale gdy było już co raz bliżej powiedziałam jej że nie, ja nie mogę zostać bo tam jest miejsce dla dzieci, ja jestem za duża żeby tam zostać, przyjęła to dzielnie jak na dziecięcy rozumek, trzeba było jej po 100 razy powtarzać że na pewno ją odbiorę, że nie zostanie tam sama (ważne jest wtedy żeby nawet o minutę się nie spóźnić albo być tym co przychodzi najwcześniej, bo nawet ta minuta budzi w dziecku panikę), Ale nie ma co się łudzić, pierwszy miesiąc jest najcięższy, próby tulenia (podstępne oczywiście bo wtedy maluch już nie chce puścić) i po tym jeszcze większy żal że trzeba dziecko wręcz oderwać od siebie. Mi pomogło tłumaczenie że nie mogę zostać bo idę w jakieś bardzo ważne miejsce a tam dzieci nie można wpuszczać, albo ogólnie że muszę iść gdzieś w ważnej sprawie. Małe przekupstwa też były, po odbieraniu przynosiłam np ulubionego lizaczka, albo misia lubisia itp, Po odprowadzeniu można było podejść pod okno przedszkola i pomachać maluchowi już po tej drugiej stronie.
    Wydaje mi się że lepiej będzie powiedzieć, stopniowo w łagodny sposób że jednak zostanie tam sama z innymi dziećmi, żeby się nie zniechęciła pierwszego dnia dlaczego mama znikła a nie została. Można zawsze powiedzieć że jak będzie się coś dziać to Panie przedszkolanki zadzwonią do mamy, może to w jakiś sposób uspokoi ją. Dacie radę :)
    mi było ciężko na początku bo córa to taki cycuś mamusiny i tak łatwo nie chciała odpuścić.

    OdpowiedzUsuń
  2. I pięknie Madziu zrobiłaś :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaa, dobre pomysły się rodzą z niewyspania ;)

      Usuń
  3. I mnie często prześladują takie ciemne wizje i muszę sporo z sobą nawalczyć aby nie pozwolić im sobą zawładnąć...
    Co do przedszkola to chyba lepiej dziecko uprzedzić, ze rodzice do przedszkola nie mogą chodzić tak jak dzieci - mogą tylko przyjść na chwilę... Można za to dziecku wytłumaczyć, ze przyjdzie się po nie np. zaraz po tym jak zje obiadek/zupkę... Ważne jest aby nie przedłużać pożegnania bo wzbudza to coraz większą rozpacz u dziecka i coraz trudniej się rozstać pod drzwiami. Jeżeli jest możliwosć to fajnym rozwiązaniem jest stopniowe wydłużanie dziecku czasu, który spędza w przedszkolu - ja synka przez pierwszy tydzień odbierałam przed leżakowaniem a później zostawał już do 15:00 :) Najtrudniejsze są pierwsze dni - przeżyłam to zarówno przy córce jak i przy synu. Na szczęście po 1-2 tygodniach płaczu przy pożegnaniu zazwyczaj jest już dobrze... Trzymam kciuki zarówno za Karolę jak i Ciebie bo wiem, że przeważnie mamom jest trudniej niż dzieciom ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękuję za przejęcie się tematem. Ja się po prostu obawiam jej emocji. Chyba nie mogę użyć słów wprost, że zostanie tam sama, bo to może skończyć się katastrofą - mamy przetestowane na lekarzu. Ja jej dużo mówię i opowiadam co się wydarzy, używam po prostu innych słów: nie "będziesz tam sama", ale " w przedszkolu jest pani i są dzieci" itp. Nie wiem jeszcze jak się zachowam, chyba muszę stanąć z tym twarzą w twarz. Dziękuję za wszystkie wskazówki - z pewnością wezmę sobie do serca:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Lęki i wyobrażenia - tez jestem w tym dobra ;-)
      Za przedszkole kciuki zaciskam i ściskam Was.

      Usuń